- Tagi bloga
- Strona główna
- BLOG
- Jak powstaje miecz Munenori – Tsuka (część 3)
Jak powstaje miecz Munenori – Tsuka (część 3)
Bardzo się cieszę, że długość pierwszych dwóch artykułów Państwa nie zniechęciła i że znaleźli Państwo drogę do tego trzeciego, a zarazem najobszerniejszego, który chcę poświęcić kompletowaniu tsuki. Jeżeli nie pamiętają już Państwo, jak wyglądały tsuka i materiały w pierwotnym stanie na zdjęciach w pierwszej części tej serii artykułów, przed dalszą lekturą polecam do niej zajrzeć, aby zobaczyć późniejszą różnicę.
Przygotowanie do tsukamaki

Do oplotu rękojeści użyłem skórzanego sznura z bydlęcej skóry, który najpierw dwukrotnie zabejcowałem jasnobrązową spirytusową bejcą do skóry i zamszu. Następnie zanurzyłem go jeszcze raz w ciemnobrązowej bejcy. Tylko zanurzyłem i szybko wyciągnąłem, ponieważ w przeciwnym razie po nasączeniu lakierem skóra byłaby zbyt ciemna i nie kontrastowałaby z fuchi i kashirą tak, jak tego chcę. Długość oplatanej powierzchni tsuki wynosiła 28 cm, a planowałem oplot w stylu katatemaki, dlatego na wszelki wypadek dodałem 2 m sznura. Całkowita długość sznura wynosiła 26 m i podzieliłem go na 4 równe części.

Jasną skórę węża zanurzyłem raz w jasnobrązowej spirytusowej bejcy i pozwoliłem jej dobrze nasiąknąć. Przy każdym bejcowaniu zalecam używanie gumowych rękawic oraz wyłożenie miejsca kartonem, ponieważ bejca bardzo trudno się usuwa i szybko wsiąka. Najłatwiej robić to w jakimś pudełku, gdzie wszystko dodatkowo pozostanie na jego ściankach.

Pierwotną tsukę trzeba było najpierw pozbawić oplotu i same (skóry płaszczki). Następnie przyszła kolej na usunięcie kleju, do czego najlepiej sprawdził mi się ostro naostrzony nożyk do owoców. Pozostałości kleju z dwustronnej taśmy klejącej, którą Chińczycy naklejają na drewno, aby oplot lepiej się trzymał, starłem szmatką nasączoną spirytusem.
Kolejnym krokiem było wywiercenie otworu na nakago w kawałku stabilizowanego drewna przeznaczonego na fuchi, uformowanie otworu frezem w mikroszlifierce oraz okrągłym pilnikiem do ostrzenia łańcuchów pił.
Następnie na nakago założyłem habaki, seppy i tsubę wraz z fuchi i tsuką, aby ustalić, ile tsuki trzeba zeszlifować, by otwór na mekugi pokrywał się z mekugiana (otworem na mekugi) w nakago. Po zeszlifowaniu nadmiaru tsuki na szlifierce tarczowej papierem ściernym o gradacji 60 przykleiłem fuchi do tsuki dwuskładnikowym klejem o wytrzymałości 300 kg na 1 cm kwadratowy i założyłem ją na nakago, aby po wyschnięciu wszystko idealnie pasowało.

Po wyschnięciu kleju (około 3 godzin, chociaż na opakowaniu podano 90 minut) przyszła kolej na oszlifowanie fuchi do ostatecznego kształtu. Najpierw na szlifierce, tak aby jego krawędzie wystawały mniej więcej o grubość ito (+ niewielki zapas), czyli około 2,5 mm. Następnie użyłem drobnego płaskiego pilnika, a na końcu gąbki ściernej o gradacji 100 i 220.

Koniec tsuki został zeszlifowany tak, aby tworzył równą powierzchnię i można było po wykonaniu tsukamaki przykleić do niego kashirę. Kashira została obrobiona do ostatecznego kształtu w taki sam sposób jak fuchi, z odpowiednimi naddatkami około 2,5 mm.
Fuchi i kashira zostały następnie kilkakrotnie pokryte szelakiem (około 15 warstw). Pracy z nim nauczyłem się dopiero niedawno, kiedy praktycznie zmusiło mnie do tego zamówienie na wykonanie koshirae do japońskiego miecza, który miał shirasayę z drewna magnoliowego. Nie chciałem przy tym używać żadnych współczesnych materiałów, dlatego podczas lakierowania magnolii zdecydowałem się na szelak, chociaż Japończycy używali lakieru z sumaka. Ze względu na i tak dużą objętość tego artykułu szerzej opiszę lakierowanie szelakiem w ostatnim artykule poświęconym sayi.


Na skórze odrysowałem kontur tsuki z obu stron, następnie wyciąłem paski i przykleiłem po bokach tsuki dwustronną taśmę klejącą, do której przymocowałem paski skóry. Po przyklejeniu jednej strony trzeba najpierw przebić otwór na mekugi, a dopiero potem przyklejać drugą stronę, aby nie zakleić go z obu stron i później nie szukać go z trudem ani nie odklejać skóry. Skóra powinna być na tyle szeroka, aby spod oplotu nie było widać drewna. Właśnie przy tym stylu oplotu, którego zamierzałem użyć, często pojawia się problem z fabryczną skórą, którą producenci stosują w zbyt wąskich paskach.
Tsukamaki


Przed rozpoczęciem ostatecznego oplotu trzeba możliwie dokładnie sprawdzić, czy otwory na nakago znajdą się w miarę możliwości w przerwach oplotu. Innymi słowy, z której strony zacząć oplatanie. Do tej próby wybrałem prostszy styl oplotu, który nie zajmuje mi tak dużo czasu, ponieważ i tak później rozplatam sznury. Założenie było prawidłowe, więc wszystko udało się, jak to się mówi, „za pierwszym razem”.

Kiedy wiedziałem już, z której strony zacząć, odmierzyłem wszystkie sznury na trzy części i zagiąłem je w jednej trzeciej długości. Z jednej strony miałem więc odcinki o długości jednej trzeciej całkowitej długości, a z drugiej pozostałą część o długości dwóch trzecich. Wynika to z tego, że jest to oplot katatemaki, w którym nie można po prostu złożyć sznurów na pół i oplatać aż do końca, co stanie się zrozumiałe w dalszej części instrukcji.
Następnie obróciłem tsukę tak, jakby znajdowała się w niej głownia ostrzem do góry, i przykleiłem sznury do rękojeści przy fuchi żelowym klejem cyjanoakrylowym.

Następnie zaplotłem prosty warkoczyk z trzech sznurów znajdujących się najbliżej fuchi i przykleiłem wszystkie cztery klejem do drugiej strony rękojeści.

Teraz, po obróceniu tsuki, możemy przejść do właściwego oplotu. Najpierw przekładamy dolny sznur, drugi od prawej, ku górze.

Następnie górny sznur, drugi od prawej, w dół.

Potem dolny, pierwszy od prawej, ku górze.

Tutaj zaczyna się robić trudniej. Dolny sznur, drugi od prawej, który jako pierwszy przekładaliśmy ku górze, ściągamy w dół tuż poniżej środka tsuki.

Następnie przekładamy górny sznur, pierwszy od prawej, w dół, a potem przywracamy dolny, drugi od prawej, z powrotem ku górze.

W tym miejscu dwa dolne i dwa górne sznury z prawej strony są już przełożone przez siebie i kontynuujemy dolnym sznurem. Tym razem drugim od lewej, przekładając go ku górze.

Następnie przekładamy w dół sznur znajdujący się naprzeciwko, czyli górny, drugi od lewej.

Kontynuujemy dolnym, pierwszym od lewej, ku górze.

W tym punkcie powtarzamy to, co robiliśmy podczas przekładania pierwszych 4 sznurów, czyli ściągamy już przełożony dolny sznur, drugi od prawej, w dół, nieco poniżej środka tsuki.

Następnie przekładamy ostatni wolny górny sznur, pierwszy od lewej, w dół.

Na końcu również sznur, który ściągnęliśmy w dół ku środkowi tsuki, przywracamy na jego miejsce i mamy pierwszy zwój oplotu.
Poszczególne zwoje trzeba podczas oplatania nieustannie dosuwać do siebie, a jednocześnie naciągać sznury, aby oplot był wystarczająco mocny, a każdy zwój nie wyglądał inaczej.

Dobrze, możemy kontynuować. Aby nie zapomnieć o ciągłym oplocie katatemaki, podzieliłem tsukę na trzy części i zaznaczyłem je markerem.

Po opleceniu mniej więcej jednej trzeciej tsuki trzeba było wykonać ciągły oplot i wpleść menuki. Większość ludzi sądzi, że oplot katatemaki przebiega pośrodku pionowo względem rękojeści, ponieważ sprzedawcy fotografują go tylko z tej strony. Jak mogą Państwo zobaczyć na moich mieczach, które przy tym oplocie fotografuję z obu stron, jest tak tylko po jednej stronie, natomiast po drugiej oplot biegnie ukośnie względem rękojeści. Dlaczego tak jest, najlepiej zrozumieją Państwo właśnie na podstawie zdjęcia powyżej i poniżej.
Oplot w formie widocznej na powyższym zdjęciu kończymy po stronie, która nie będzie widoczna na stojaku i po której oplot będzie ukośny. Katanę eksponuje się ostrzem do góry, z tsuką po lewej stronie. Nigdy nie badałem, dlaczego tak jest, ale kiedy samuraj przychodził do kogoś z wizytą, odkładał swój miecz w taki sposób, aby trudniej było go natychmiast użyć, czym okazywał gospodarzowi pokojowe zamiary i szacunek. Podobnie zdjęcie miecza ze stojaka, gdy tsuka znajduje się po lewej stronie, jest trudniejsze dla większości ludzi, którzy są praworęczni, niż gdyby miecz był odwrócony przeciwnie. Innym, prawdopodobnie bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest to, że miecz spoczywał na stojaku w taki sam sposób, w jaki znajdował się za pasem przeciwnika. A więc ostrzem do góry, a widoczna była ta sama strona tsuki co na stojaku.
Z powyższego wynika, że naprzemienny oplot trzeba zakończyć tak, aby na stojaku widoczna była strona z oplotem pionowym względem rękojeści. Czyli ta przyjemniejsza dla oka.

Po przełożeniu jednej strony sznurów przez drugą musimy odciąć dolne sznury. Oczywiście nie jest obojętne, których sznurów użyjemy jako dolnych, a których jako górnych. Sznury mamy podzielone na jedną i dwie trzecie całkowitej długości, przy czym na spód dajemy, a następnie skracamy sznury stanowiące 1/3 całkowitej długości. A więc krótszą część. Dwutrzeciowa część sznurów podczas całego procesu oplatania nie jest w żaden sposób dzielona.


Po odcięciu krótszych sznurów kontynuowałem ciągły oplot i stopniowo wplatałem menuki. Również to trzeba najpierw wymierzyć, aby znajdowały się możliwie pośrodku ciągłej części oplotu, dlatego należy wcześniej zaznaczyć ich położenie na tsuce, na przykład markerem, tak jak zrobiłem to ja. Na powyższych zdjęciach widać, że po jednej stronie ciągły oplot jest rzeczywiście prosty, a po drugiej przebiega ukośnie względem rękojeści, jak już wspominałem.
Na pierwszym z dwóch powyższych zdjęć mogą Państwo zobaczyć, jak wsunąłem końce odciętych sznurów pod ostatni zwój. Najpierw wsunąłem je pod ostatni zwój, mocno naciągnąłem sznury i unieruchomiłem je klejem. Następnie ostrożnie przykleiłem do rękojeści również sznury wsunięte pod oplot, aby nie wypadły i abym z drugiej strony mógł ponownie bez problemów zacząć oplatanie i mocno je zaciskać.

Chyba po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się, że nie musiałem szlifować końca tsuki. Oplot wyszedł co do milimetra. Gdyby nie wyszedł, musiałbym przykleić sznury klejem na przedostatnim zwoju, następnie dopleść do końca, zaznaczyć miejsce, w którym ewentualnie trzeba zeszlifować tsukę, ponownie rozpleść ostatni zwój i skrócić tsukę.
Gdybym najpierw ukończył oplot, a dopiero później szlifował tsukę, niepotrzebnie ryzykowałbym uszkodzeniem oplotu. W ten sposób ma się pewność, że niczego się nie zepsuje, a oplot zostanie ukończony i unieruchomiony klejem dopiero po skróceniu tsuki do wymaganej długości. Ostatnie dwa zwoje zawsze zabezpieczam klejem, aby nie rozsunęły się podczas wykonywania węzła końcowego.
Węzeł końcowy

Najgorsze mamy więc za sobą, a teraz przyszła kolej na węzeł końcowy. Ponieważ nie mamy klasycznej kashiry, zostanie on zapleciony tylko z jednej strony, co znacznie upraszcza pracę. Jest to klasyczny węzeł końcowy, praktycznie taki sam dla wszystkich rodzajów oplotu, jednak ze względu na liczbę sznurów w tym oplocie czas jego zaplatania wydłuża się czterokrotnie. Początkowo do przeciągania poszczególnych sznurów używałem drucianego haczyka, tak samo jak przy klasycznym hinerimaki, ale z czasem wpadłem na przedstawione powyżej usprawnienie w postaci przewierconego i wygiętego śrubokręta, który znacznie przyspiesza i ułatwia całą pracę.

Najpierw przeciągnąłem więc pod oplotem wszystkie 4 dolne sznury, z góry przez środek w dół.

Następnie przyszła kolej na wszystkie górne sznury, które przeciągałem nad dolnymi, a dopiero potem pod oplotem.

Następnie raz już przeciągnięte górne sznury ponownie przeciągnąłem pod oplotem, tym razem od dołu ku górze, obok dolnych sznurów pośrodku.

Kolejnym krokiem było stopniowe zaciskanie sznurów. Najpierw środkowych. Sznury trzeba zaciskać jeden po drugim. Nigdy wszystkich jednocześnie, aby nie nachodziły na siebie i się nie splątały. Muszą pozostać równo obok siebie. Zaczynałem od najniższego i kontynuowałem ku górze.

Następnie stopniowo zaciskałem górne sznury od dolnej części. Znowu jeden po drugim, od znajdującego się najbliżej środka aż po najbardziej oddalony.

Te same sznury były zaciskane tak, aby utworzyły coś w rodzaju półokręgu. Ponownie po jednym, zaczynając od tego najbliżej środka.


Środkowe sznury przyciąłem tak, abym mógł następnie wsunąć je pod ostatnie przełożenia oplotu i aby pozostały na tyle długie, by samoczynnie nie wypadały oraz trzymały się możliwie najmocniej same z siebie. Następnie dla pewności zakropiłem je klejem cyjanoakrylowym.

Następnie skróciłem ostatnie sznury w taki sposób, że najpierw odgiąłem je na bok, a potem przycinałem jeden po drugim, aby odwzorowywały krawędź tsuki tak, jak widać na powyższym zdjęciu. W ten sposób uzyskałem optymalną długość. Końce sznurów nie są dzięki temu ani zbyt krótkie, ani zbyt długie do wsunięcia pod oplot.

Po zakończeniu oplotu trzeba kilkakrotnie sprawdzić cały oplot i wyrównać poszczególne sznury, odstępy między zwojami itd., aby wszystko było symetryczne i zgodne z Państwa wyobrażeniami.
W tym momencie trzeba dopasować tsukę do nakago. W większości rękojeści występuje luz, który później objawia się zwiększonym zużyciem mekugi, ich późniejszym łamaniem oraz obniżeniem bezpieczeństwa miecza. Jeden nauczyciel iaido opowiadał mi, jak podczas pewnego pokazu jego koledze głownia wyleciała ze sceny pomiędzy widzów. Na szczęście obyło się bez wypadku, ale w tamtej chwili nadawał się do popełnienia seppuku ze wstydu.
Tsuki są produkowane seryjnie, podczas gdy każde nakago jest inne, dlatego logicznie rzecz biorąc fabrycznie nigdy nie pasują. Z tego powodu współcześni producenci replik mieczy samurajskich stosują dwa mekugi zamiast jednego, jak ma to miejsce w prawdziwych mieczach samurajskich. Miecze Munenori mają tylko jedno mekugi, ponieważ są prawidłowo dopasowane, podobnie jak pozostałe miecze w moim sklepie internetowym, nawet jeśli mają dwa mekugi.
Do dopasowania używam dwuskładnikowej masy ugniatanej o wysokiej zawartości cząstek metalu, której używałem na przykład również do dopasowywania habaki do nakago. Kawałki masy roluję w dłoniach w cienkie wałeczki i wkładam do tsuki. Następnie wbijam wcześniej naoliwione nakago. Oczywiście ze wszystkimi elementami na głowni, czyli z habaki, seppami i tsubą. Kawałek masy zostawiam z boku, aby wiedzieć, kiedy zaczyna twardnieć. Gdy masę można już tylko z trudem ścisnąć, tsukę trzeba zdjąć, aby nie stwardniała całkowicie na nakago.
Ten sposób dopasowania sprawdził mi się najlepiej, ponieważ wnętrze tsuki, jeżeli dopasowanie zostanie wykonane prawidłowo, idealnie odwzorowuje nakago. Co więcej, im większy jest luz, tym bardziej ta wada ostatecznie staje się zaletą, ponieważ masa jest znacznie cięższa od drewna, a dzięki wypełnieniu tsuki przesuwa się również punkt wyważenia miecza w stronę tsuby, zwiększając tym samym jego poręczność. Przy tak dużej liczbie mieczy nabrałem już wyczucia, ile masy potrzeba do danej tsuki, na podstawie luzu w rękojeści, który czuję podczas wymachiwania mieczem w górę, w dół i na boki. W każdym razie musi to być szybka praca, ponieważ masa szybko twardnieje. Nie wolno też włożyć do rękojeści zbyt dużo masy, ponieważ wówczas nie da się wsunąć nakago do końca i trzeba rozebrać całą tsukę, usunąć masę i wykonać wszystko ponownie. Kolejny problem może pojawić się przy dużym luzie w mieczach z dwoma mekugi, gdy po wypełnieniu i stwardnieniu masy okaże się, że otwór na mekugi w rękojeści nie pokrywa się z mekugiana w nakago. Na to również trzeba uważać. Nie jestem więc w stanie powiedzieć, ile masy będzie potrzebne do dopasowania Państwa miecza, ale jeżeli włożą Państwo do niego 1,5 cm wałeczka, w którym masa jest sprzedawana, nie powinni Państwo niczego zepsuć.
Dopasowanie tsuki wykonujemy właśnie na tym etapie oplotu dlatego, że najlepiej jest po prostu nabić tsukę na nakago, uderzając nią o ziemię, albo wbić ją gumowym młotkiem, a przy tym moglibyśmy uszkodzić kashirę.


Następnie przyklejamy kashirę i tak wygląda już skompletowana tsuka z obu stron.


Wyrównanie wszystkich sznurów do ostatecznego kształtu, jaki chcemy uzyskać, było ważne ze względu na końcowy etap, czyli nasączenie lakierem. Do lakierowania rękojeści używam transparentnego, matowego lakieru poliuretanowego rozcieńczalnego wodą, stosowanego na przykład na podłogach w halach sportowych. Jest wysoce odporny na ścieranie, a przy tym pozostaje elastyczny i jednocześnie wystarczająco twardy. Jeżeli po lakierowaniu odkryjemy błąd w oplocie, trzeba oczywiście ponownie zacząć od początku.
Podczas nasączania lakierem trzeba zaczynać od środka tsuki i przełożeń tsukamaki. Lakier należy dosłownie „wlać” z pędzla w przełożenia. Następnie wetrzeć go w przełożenia i od boków pod nie, w szczeliny, aby cały oplot stał się wodoodporny. Potem obracamy tsukę i rozprowadzamy spływający lakier po bokach. Przy takiej tsuce warto okleić fuchi i kashirę taśmą malarską, aby ich nie polakierować i nie musieć później czyścić, ale ostatecznie wystarczy po prostu powolna i cierpliwa praca. Następnie obracamy tsukę. Możemy osadzić ją na przykład na kawałku drewna albo węższym pilniku. Po prostu na czymkolwiek, aby nie trzeba było trzymać jej bezpośrednio tylko za fuchi albo kashirę. Spływające krople lakieru rozprowadzamy, dopóki lakier wystarczająco nie podeschnie i krople nie przestaną się tworzyć. Nie należy w żaden sposób przyspieszać schnięcia lakieru. Im dłużej lakier schnie, tym lepiej, i dotyczy to każdego lakierowania. Szczególnie podczas nasączania tsukamaki, ponieważ gdyby poliuretan wysechł zbyt szybko i niedostatecznie wsiąknął w ito, oplot nie byłby tak mocny, jak mógłby być, a dodatkowo wyglądałby jak pokryty gumą. A więc znowu wszystko od początku z powodu kilku minut braku cierpliwości.
Nasączanie lakierem wykonuje się, jak już wspomniałem, z kilku powodów: dla wytrzymałości, trwałości i wodoodporności. W bitwie taką rękojeść można było łatwo oczyścić z krwi i błota, bez nasiąkania wodą.
Na zakończenie chciałbym ponownie podziękować Państwu za zainteresowanie tym artykułem i wytrwałość, ponieważ podczas pisania edytor tekstu pokazał mi 37 stron zdjęć i tekstu, a to naprawdę dużo.
Wierzę, że artykuł jest wystarczająco szczegółowy, aby przybliżyć Państwu sposób wykonania tego, przynajmniej dla mnie, najbardziej skomplikowanego oplotu, którego się nauczyłem. Zdecydowanie zalecałbym jednak najpierw nauczyć się jak najlepiej wykonywać prosty oplot w stylu hinerimaki. Film instruktażowy można znaleźć na tej stronie, na samym dole. Z tego oplotu, a dokładniej z zasad jego wykonania, wywodzą się ostatecznie wszystkie pozostałe, bardziej skomplikowane oploty, a jeżeli nauczą się Państwo wykonywać go naprawdę prawidłowo i regularnie, większa część sukcesu będzie już za Państwem.
Po tylu latach nawet ten oplot nie wydaje mi się już aż tak skomplikowany, ale pamiętam, że kiedy wykonywałem go po raz pierwszy, zajęło mi to około 4,5 godziny, mimo że miałem już za sobą setki oplotów. Bolały mnie ręce, miałem otarte i popękane palce. Oczywiście nie pamiętam wszystkich wykonanych oplotów ani nie mam ich wszystkich zapisanych, ale na podstawie tego, co mogę udokumentować, na przykład wcześniejszych zamówień i stanów magazynowych, w przeszłości oplecionych przeze mnie zostało co najmniej 566 rękojeści. Jest więc pewna praktyka, a także oczywista różnica między moimi pierwszymi a dzisiejszymi tsukamaki. Tak samo będzie oczywiście również u Państwa, ale radości z własnoręcznego oplecenia miecza, gdy w końcu uda się to dokładnie tak, jak sobie Państwo wyobrażają, niewiele rzeczy może dorównać.
Życzę więc Państwu wielu sukcesów, jeżeli zdecydują się Państwo tego podjąć, oraz radości z dobrze wykonanej pracy.
Eduard Valentík.

