- Tagi bloga
- Strona główna
- BLOG
- Jak powstaje miecz Munenori – dopasowanie poszczególnych części (część 2)
Jak powstaje miecz Munenori – dopasowanie poszczególnych części (część 2)
Jak już wspomniałem w pierwszej częścitej czteroczęściowej serii, niniejszy artykuł będzie poświęcony dopasowaniu poszczególnych elementów przed złożeniem miecza. Ze względu na to, jak po rozłożeniu miecza w pierwotnej wersji wygląda nakago, muszę zacząć właśnie od niego, aby nadać mu ostateczny kształt, a następnie móc dopasować do niego pozostałe elementy. O ile tylko jest to możliwe, nigdy nie ingeruję w głownię i wolę dostosowywać wymiary pozostałych części miecza, jednak w tym przypadku musiałem zrobić wyjątek.
Nakago

Jak sami widzicie na powyższym zdjęciu, nakago nie ma jednakowej szerokości na całej długości i zwęża się zarówno przy hamachi, czyli od strony ostrza „ha”, jak i przy munemachi, czyli od strony grzbietu „mune”. Gdybym pozostawił je w takim stanie i dopasował do niego habaki oraz tsubę, powstałaby między nimi a nakago szczelina. Dlatego należy obrobić je pilnikiem do wymaganego kształtu.



Jest to praca zajmująca kilka minut, której nie trzeba się w żaden sposób obawiać. Nie ma więc również powodu, aby jej unikać, próbując zaoszczędzić sobie pracy. Jest to wprawdzie drobna, ale dość istotna wada, którą należy usunąć.
Habaki

Kolejnym krokiem było dopasowanie habaki. Na zdjęciu widać, że pomiędzy habaki a hamachi znajduje się szczelina o szerokości około 2 mm. Habaki musi więc zostać przesunięte bardziej do przodu, aby szczelina nie była widoczna. W tym przypadku nie trzeba ingerować w głownię, chociaż oczywiście również to byłoby rozwiązaniem. Jak jednak wspomniałem, nie lubię bez potrzeby ingerować w głownię, a poza tym znacznie łatwiej jest zeszlifować kilka milimetrów mosiądzu z wycięcia po stronie mune, niż pogłębiać munemachi w zahartowanej głowni.

Habaki mamy więc dopasowane do nakago w taki sposób, aby można je było prawidłowo nasunąć, bez nadmiaru materiału, który utrudniałby jego właściwe osadzenie przy munemachi i hamachi. Ponieważ jednak habaki zostało wykonane seryjnie w standardowym rozmiarze, a głownia nie, logiczne jest, że pomiędzy nimi musi występować pewien luz. Niestety zazwyczaj niemały, szczególnie gdy do zgrubnego, wykonanego na oko opracowania nakago dodamy jeszcze konieczność wyrównania go do optymalnych parametrów, co w przypadku tego miecza musiałem wykonać w pierwszej kolejności. Jak zobaczycie na kolejnych zdjęciach, luzy są tutaj dość znaczne i mogą stanowić równie poważny problem.



Na pierwszym i drugim zdjęciu habaki osadzonego na nakago wyraźnie widać szczeliny praktycznie ze wszystkich stron. Trzecie zdjęcie pokazuje natomiast, co może wydarzyć się w praktyce, gdy na takie nakago z luzami nałoży się seppy i tsubę, a następnie dobije tsukę do oporu. Nawet gdyby habaki nie miało żadnego luzu przy grzbiecie głowni, luz w dolnej części i tak ujawniłby się w ten sposób w mniejszym lub większym stopniu. Gdybym nie usunął wszystkich tych luzów, habaki mogłoby dodatkowo poruszać się na nakago w górę i w dół, a miecza mogłoby nie dać się wsunąć do pochwy. Nawet gdyby było to możliwe, wsuwanie miecza niepotrzebnie uszkadzałoby koiguchi, czyli wlot pochwy, powodując jego szybsze zużycie, a następnie powstanie luzu miecza w pochwie, gdyby habaki w przyszłości przesunęło się w przeciwnym kierunku. Oczywiście ujawniłoby się to dopiero po długotrwałym użytkowaniu miecza, a właściciel prawdopodobnie nigdy nie dowiedziałby się, dlaczego tak się stało. Wolałbym temu w miarę możliwości zapobiec.


Najpierw zeszlifowałem wewnętrzną powierzchnię habaki, aby usunąć ewentualne zabrudzenia i patynę oraz zapewnić lepszą przyczepność masy naprawczej. Następnie odtłuściłem je spirytusem i nałożyłem masę. Do tego celu używam dwuskładnikowej, ugniatanej masy naprawczej o wysokiej zawartości metalu. Najpierw należy niewielką ilość masy niejako wetrzeć w wypełnianą powierzchnię, ponieważ samo przyłożenie jej do metalu nie zapewnia szczególnie dobrej przyczepności. Robię to za pomocą bambusowych patyczków, które wytrzymują większy nacisk i nie łamią się. Dopiero później można nanieść większą ilość masy na wypełniane powierzchnie, a dokładniej na warstwę, która została już w nie wtarta. Trzeba pracować szybko, ponieważ masa twardnieje w ciągu zaledwie kilku minut, zależnie od temperatury otoczenia. Dlatego przed rozpoczęciem pracy dokładnie oliwię nakago, aby podczas nasuwania habaki masa nie przywierała do niego i nie ścierała się z wypełnianej powierzchni. Habaki należy nasuwać na nakago ostrożnie i stale kontrolować sposób ścierania się masy, aby na przykład nie wystawało ponad mune, lecz tworzyło z nim równą powierzchnię. Mówiąc prościej, habaki musi być dokładnie dopasowane do nakago. Nadmiar masy usuwam następnie końcówką patyczka i czekam, aż zacznie twardnieć. Na pozostałościach masy można rozpoznać moment, w którym zaczyna ona szybko się utwardzać. W tej chwili należy wykorzystać fakt, że nie jest jeszcze całkowicie utwardzona, i zdjąć habaki z nakago. Później mogłoby to niepotrzebnie sprawić problemy, a masa mogłaby odłamać się od habaki. W takim przypadku trzeba oczywiście zacząć od początku. Do zdejmowania habaki używam kawałka twardego drewna i gumowego młotka.
Pavel Bolf napisał kiedyś, że habaki jest najbardziej skomplikowanym elementem miecza. Habaki w prawdziwych mieczach samurajskich, takich jak wykonywane przez niego, są podobnie jak pozostałe części idealnie dopasowane. Oczywiście już podczas produkcji, a nie za pomocą jakiejkolwiek masy naprawczej. Zasługuje to na niekończący się podziw, ponieważ nie znaleźlibyście w nich nawet luzu rzędu jednej setnej milimetra i sądzę, że większość z nas bez użycia jakiejś maszyny CNC nie miałaby nawet szans osiągnąć podobnego rezultatu.
Tsuba

Gdy w mieczu samurajskim wymieniano tsubę, która miała luzy i nie trzymałaby się wystarczająco ciasno na nakago, zeszlifowywano ją w górnej i dolnej części, a następnie wkuwano w tych miejscach dodatkowy metal, który później obrabiano do wymaganych wymiarów. Na początku stosowałem tę samą metodę, jednak osobiście uważam, że mogłaby być ona niewystarczająca w przypadku uderzenia głowni miecza przeciwnika w taką tsubę albo zwykłego upadku miecza na ziemię. W tak osłabionym miejscu luz mógłby powstać ponownie. Następnie doszłoby do uszkodzenia mekugi oraz oczywiście do powstania kolejnych luzów pomiędzy tsubą, seppami, habaki i tsuką, a także do ich przesuwania się na nakago. Ponieważ do dopasowywania tsuby ponownie używam masy naprawczej, nie ogranicza mnie trudność, jaką stanowiłoby umieszczenie metalu na całym obwodzie otworu w tsubie, dzięki czemu mogę idealnie dopasować tsubę również po bokach.

Najpierw należy ponownie przygotować wypełnianą powierzchnię, usuwając z niej ewentualną farbę lub tłuszcz, a następnie ją zmatowić, aby zapewnić masie właściwą przyczepność.

Masa, której użyłem w tym przypadku, jest również dwuskładnikowa, jednak tym razem nie jest to masa ugniatana i szybkoschnąca, która ma gorszą przyczepność i nie sprawdziła mi się przy tej pracy. Zastosowana masa twardnieje przez kilka godzin, a w normalnych warunkach osiąga pełną dojrzałość po jednym lub dwóch dniach. Jak się jednak przekonacie, ostatecznie w żaden sposób nie ogranicza to szybkości pracy. Oczywiście nie mogę podać tutaj marki tej masy, ale mogę zdradzić, że jest to ponownie wypełniona metalem masa tej samej firmy, której poszczególne składniki miesza się w proporcji 1:1. Jest ona stosowana na przykład do napraw zużytych metalowych elementów, takich jak wały, obudowy, rowki, wpusty i kołnierze, a także zmniejsza zużycie współpracujących ze sobą ruchomych części. Wierzę, że na podstawie tego opisu nie będzie trudno jej znaleźć.
Masę nakładam tak samo jak w przypadku habaki. Najpierw ponownie należy niejako wetrzeć ją w wypełnianą powierzchnię, aby zwiększyć przyczepność, a następnie niemal całkowicie wypełnić nią otwór na nakago. Masa powinna z obu stron wystawać na boki, aby po utwardzeniu i podczas późniejszego nasuwania na nakago nie wypadała z otworu. Następnie musimy zaczekać, aż zacznie tężeć. Tsuba musi znajdować się w temperaturze pokojowej. W chłodnym otoczeniu proces utwardzania przebiega powoli i może zostać zakłócony do tego stopnia, że masa nigdy prawidłowo nie stwardnieje i nie osiągnie pełnej dojrzałości. Po 2–3 godzinach masa jest wystarczająco twarda, a jednocześnie nadal na tyle podatna, aby nie odspajała się od tsuby podczas nasuwania jej na nakago. Nakago ponownie oliwimy, podobnie jak w przypadku habaki, i ostrożnie nasuwamy tsubę do około 1 cm przed habaki. Następnie sprawdzamy tsubę ze wszystkich stron, aby upewnić się, że jest rzeczywiście ustawiona prostopadle do nakago, po czym ostrożnie ją zdejmujemy. Nadmiar masy usuwamy z obu stron nożem, a tsubę wkładamy do piekarnika ustawionego na maksymalnie 100 stopni. Gdy piekarnik nagrzeje się do tej temperatury, możemy go wyłączyć i pozostawić w nim tsubę na kilka godzin, najlepiej przez całą noc, aby nie kusiło nas sprawdzanie, czy masa już stwardniała. Gdybyśmy zastosowali wyższą temperaturę, masa spęczniałaby. Oczywiście po utwardzeniu można byłoby ją zeszlifować i ponownie dopasować do nakago, jednak zmniejszyłoby to jej gęstość, twardość i odporność na zużycie. W ten sposób wykorzystujemy wszystkie właściwości i cały potencjał masy w maksymalnym stopniu.

Po wyjęciu tsuby z piekarnika możemy spróbować nasunąć ją na nakago. Jeżeli tsuba wchodziłaby bardzo ciasno, lepiej lekko dopasować ją pilnikiem, zamiast próbować wbijać ją na nakago z większą siłą, ponieważ masa mogłaby popękać i oddzielić się od tsuby.

Wady, które tutaj opisałem, w mniejszym lub większym stopniu dotyczą wszystkich mieczy dostępnych na rynku i, jak sami widzicie, ich usunięcie nie jest szczególnie skomplikowane ani kosztowne. Oczywiście pod warunkiem, że nie chcecie trzymać się tradycyjnych japońskich metod i wykonywać od nowa niedopasowanych części na wymiar konkretnej głowni. Niestety ze względu na wynikający z tego gwałtowny wzrost cen mieczy sam nie mogę sobie na to pozwolić, podobnie jak prawdopodobnie większość klientów. Ponadto przeciętny użytkownik nie zauważy tych wad, więc większość sprzedawców się nimi nie przejmuje. Gdybym dalej podnosił jakość, której niewiele osób potrafiłoby docenić, a wraz z nią również ceny, nie byłbym nawet w stanie konkurować na rynku. Dlatego nieustannie staram się opracowywać nowe sposoby podnoszenia jakości swoich mieczy i zapewniania ich maksymalnej funkcjonalności przy jednoczesnym utrzymaniu kosztów, a tym samym także cen. Wierzę, że dla zwykłych użytkowników replik mieczy samurajskich artykuły te będą naprawdę wartościowym źródłem informacji i pozwolą im w prosty sposób dopracować swój miecz lub miecze tak, jak na to zasługują. Wszystko to bez konieczności kupowania dużej ilości drogiego narzędzia, wyposażania warsztatu czy nawet kuźni. Najbardziej wymagający użytkownicy i tak ostatecznie kupią prawdziwy miecz samurajski, którym prawdopodobnie nie będą jednak wykonywać cięć, ponieważ będzie im go szkoda. Mnie zależy na mieczach maksymalnie funkcjonalnych i użytecznych w praktyce, w których opisane tutaj wady prędzej czy później dałyby o sobie znać.
Kolejnymi wadami, którymi zajmiemy się w następnych częściach serii artykułów o składaniu miecza, będą ponownie luzy. Tym razem konkretnie w rękojeści i pochwie. Dotyczą one jednak końcowych prac nad tymi częściami miecza, dlatego omówimy je oddzielnie, w odniesieniu do każdej z nich. Proszę o nieco więcej cierpliwości podczas oczekiwania na dalszy ciąg, ponieważ czeka mnie lakierowanie, które rzadko udaje się za pierwszym razem i wymaga dużo czasu, przede wszystkim na prawidłowe utwardzenie lakieru. W następnej części pokażemy natomiast składanie rękojeści.
Wszystkim, którzy dotarli aż tutaj, bardzo dziękuję za uwagę i życzę przyjemnego oczekiwania.
Eduard Valentík.

