Logo
Komunikacja telefoniczna wyłącznie w języku czeskim!
0 szt.
za 0 €
Twoja zbrojownia jest pusta
Potrzebujesz porady? Skontaktuj się z nami.
  1. Strona główna
  2. BLOG
  3. Jak powstaje miecz Munenori – Saya (część 4 – zakończenie)
30.10.2019
Komentarze (0)

Jak powstaje miecz Munenori – Saya (część 4 – zakończenie)

     Minął prawie miesiąc, odkąd zacząłem pracę nad tym mieczem. Nie dlatego, że praca trwała cały miesiąc, lecz z powodu wielu warstw lakieru musiałem czekać, aż naprawdę porządnie się utwardzi. Zazwyczaj organizuję więc pracę nad mieczami w taki sposób, że zaczynam od sayi, a dopiero potem przechodzę do pozostałych części miecza, aby nie tracić czasu, przy czym oczywiście pracuję równocześnie nad kilkoma mieczami. Tak samo zacząłem od sayi w przypadku tego miecza, ale została ukończona jako ostatnia, podobnie jak ten artykuł. Pokażmy więc ponownie krok po kroku, jak powstała saya.

 

 

Przygotowanie sayi

 

 

     Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem, było wycięcie fragmentu sayi w jej środkowej części pod osadzenie jaspisu. Najpierw odrysowałem jaspis na sayi, następnie piłką naciąłem boczne obrysy oraz środek. Nacięcie pośrodku wykonałem po to, abym mógł zacząć usuwać drewno od środka i nie uszkodzić nożem krawędzi. Gdybym popełnił jakiś błąd w środku wycięcia, jaspis by go zakrył. Błędów przy bocznych krawędziach już nie. Użyłem ostrego noża. Było to bardzo twarde drewno dębowe.

 

     Usunąłem oryginalną kurigatę gumowym młotkiem i poszerzyłem otwór do szerokości klocka stabilizowanego drewna. Następnie dopasowałem otwór pilnikiem.

     Kolejnym krokiem było zeszlifowanie koiguchi i usunięcie plastikowego pierścienia, który wzmacniał sayę przed pęknięciem. Nie był on potrzebny, ponieważ koiguchi zostało następnie zastąpione koiguchi ze stabilizowanego drewna. Poza tym był to plastik, którego oczywiście nie chciałem w tym mieczu.

     Użyłem szlifierki tarczowej z krążkiem ściernym o gradacji 60. Taka gradacja oczywiście szybko usuwa obrabiany materiał, ale również szorstkuje powierzchnię przed późniejszym przyklejeniem stabilizowanego drewna.

 

     Następnie zeszlifowałem kojiri w taki sam sposób jak koiguchi, przygotowując je do późniejszego osadzenia kojiri ze stabilizowanego drewna.

 

 

Koiguchi, kojiri i kurigata

 

     Wybrałem 3 kawałki stabilizowanego drewna według usłojenia, jakie chciałem uzyskać na wybranych częściach pochwy. W przypadku kojiri wystarczyło odrysować oszlifowany koniec pochwy i zeszlifować drewno do wymaganego kształtu, pozostawiając około 0,5 mm naddatku ponad krawędzie sayi.

   W przypadku koiguchi trzeba najpierw wykonać możliwie najciaśniejszy otwór na habaki. Taki, aby habaki dało się do niego wsunąć, ale nie można było nim poruszać w górę, w dół ani na boki. Najpierw odrysowałem kontur habaki pośrodku kawałka drewna, a następnie wywierciłem wiertarką kilka otworów tak, aby zmieścił się w nich frez zamocowany w szlifierce prostej. Frezem wybrałem otwór niemal do ostatecznego kształtu. Następnie wkładałem habaki do otworu i dopasowywałem go pilnikiem do ostrzenia łańcuchów pił oraz pilnikiem płaskim, aż byłem zadowolony z tego, jak habaki siedzi w koiguchi. Gdybym użył zbyt dużego wiertła i próbował przyspieszyć pracę, wiertło mogłoby podczas przechodzenia rozłupać cały kawałek drewna. Na końcu włożyłem habaki do otworu w drewnie i nasadziłem całość na sayę. Odrysowałem kontur sayi na drewnie i oszlifowałem na szlifierce do ostatecznego kształtu, ponownie z niewielkim naddatkiem, tak jak w przypadku kojiri.

 

     Po wykonaniu poszczególnych elementów zamontowałem je na sayi za pomocą przezroczystego kleju dwuskładnikowego o wytrzymałości na rozciąganie 300 kg na 1 cm kwadratowy, którego użyłem również do klejenia tsuki. Drobne szczeliny wokół kurigaty wypełniłem dwuskładnikową szpachlą do drewna zawierającą trociny.

     Następnie przy użyciu szlifierki oscylacyjnej z papierem ściernym o gradacji 60 wyrównałem krawędzie kojiri i kurigaty, aby możliwie najlepiej zlewały się z sayą, a całą sayę oszlifowałem najpierw gąbką ścierną o gradacji 100, a potem 220. Następnie przetarłem sayę mokrą gąbką, aby podnieść tak zwany włos, i jeszcze raz oszlifowałem całą sayę gąbką ścierną o gradacji 400.

 

Przygotowanie do lakierowania szelakiem

 

     Następnie okleiłem koiguchi, kojiri i kurigatę taśmą malarską i pokryłem pochwę hebanową lazurą olejną.

 

     Pozostawiłem ją na chwilę do przeschnięcia, a nadmiar starłem bawełnianą szmatką. Saya schła następnie około jednego dnia w temperaturze pokojowej.

 

     Miejsce przeznaczone na jaspis oczyściłem z lazury, aby klej lepiej trzymał.

 

     Do przyklejenia jaspisu ponownie użyłem wielokrotnie już wspominanego kleju dwuskładnikowego.

 

 

Lakierowanie szelakiem

 

     O lakierowaniu szelakiem chciałbym napisać trochę więcej, ponieważ starałem się przestudiować wszystkie dostępne informacje na ten temat i wierzę, że może to być bardzo pomocne dla osób, które chciałyby nauczyć się z nim pracować. Zawsze podziwiałem intarsjowane meble w zamkach i pałacach, perfekcyjnie polakierowane na wysoki połysk. Jak wspominałem w poprzedniej części, dopiero jeden miecz samurajski, który miałem złożyć, zmusił mnie do zainteresowania się tym sposobem lakierowania.

     Podsumowując wszystkie informacje, które przyswoiłem z artykułów, książek i filmów, teoria lakierowania szelakiem wygląda następująco: najpierw należy odpowiednio przygotować lakierowany materiał, aby był możliwie najgładszy i najczystszy. Lakierowanie powinno się odbywać w środowisku wolnym od pyłu. Najpierw nakłada się jedną lub kilka warstw szelaku rozpuszczonego w spirytusie o większym stężeniu, aby wypełnić pory. Następnie używa się bardziej rozcieńczonego lakieru, nakładanego nawet w kilkudziesięciu warstwach. Do nakładania szelaku używa się tak zwanego tamponu polerskiego. Jest to w zasadzie coś w rodzaju tekstylnej gąbki, którą najpierw zwilża się kilkoma kroplami na przykład oleju krokoszowego, a następnie nakrapia na nią szelak. Lakieruje się zawsze w jednym kierunku, aż lakierowana powierzchnia stanie się doskonała. Tyle teorii, która wymaga mnóstwa praktyki, czasu i zręczności.

     Niestety nie mam aż tyle czasu. Zręczność trzeba wypracować — jakżeby inaczej — również z czasem i praktyką, a mnie czas niekiedy mocno nagli. Poza tym zawsze staram się znaleźć sposób, który jest mało wymagający nie tylko pod względem czasu, ale także kosztów, abym mógł utrzymać cenę swoich produktów na możliwie najniższym poziomie, jednocześnie stale podnosząc ich jakość. Dlatego wykorzystałem przede wszystkim informacje o właściwościach szelaku oraz możliwościach jego obróbki, na przykład podczas usuwania go ze starych mebli, i przekształciłem je w inną metodę, którą moim zdaniem opanuje absolutnie każdy.

 

     Przygotowanie podłoża do lakierowania było takie samo. W przypadku drewna dobrze jest najpierw podnieść i usunąć włókna, które niestety w niektórych gatunkach drewna pojawiają się ponownie dopiero podczas lakierowania, co miało miejsce również w moim przypadku. Przy liczbie warstw lakieru, które ostatecznie zastosowałem, nie stanowiło to jednak problemu. Użyłem roztworu jasnego szelaku rozpuszczonego w spirytusie technicznym w proporcji 1:4. Sayę lakierowałem kilka razy dziennie, za każdym razem nakładając dwie do trzech grubych warstw delikatnym pędzlem malarskim o szerokości 12 mm. Używałem przy tym jednorazowych rękawic lateksowych, aby nie zatłuścić już polakierowanej powierzchni. Ponieważ szelak rozpuszcza się w spirytusie, nowe warstwy naruszają warstwy wcześniejsze i dobrze się z nimi łączą, dzięki czemu lakierowana powierzchnia jest jednolita pod względem poszczególnych warstw, o ile oczywiście jej czymś nie zatłuścimy. Nie trzeba przejmować się zapyleniem otoczenia, chyba że pracuje się na zewnątrz przy wietrze, i to jeszcze na żwirowni. Można spokojnie pracować w domu, na przykład przy telewizji. Lakierowałem w ten sposób nieco ponad tydzień. Nie każdego dnia znajdowałem czas. Na sayę nałożyłem około 20 warstw lakieru.

     W tym momencie najważniejsza jest cierpliwość. Moim zdaniem optymalnie jest pozostawić lakier do utwardzenia w temperaturze pokojowej przez co najmniej miesiąc. Nie chciałem, aby czekali Państwo tak długo na kolejny artykuł, dlatego odczekałem tylko 3 tygodnie, ale pozostawię sayę do dalszego dojrzewania, dopóki ktoś nie kupi miecza. Jest to wiele warstw lakieru, który niemal natychmiast przysycha na powierzchni, przez co słabo wysycha w głębi i dojrzewa. Jest to chyba jedyna wada szelaku w porównaniu z niektórymi innymi lakierami, ale również przemysłowe lakiery bezbarwne na ogół przysychają szybciej niż kolorowe.

 

   Po utwardzeniu lakieru mamy przed sobą błyszczącą, nierówną powierzchnię (po lewej), którą trzeba zeszlifować i wyrównać (po prawej). Użyłem do tego gąbki ściernej o gradacji 100. A właściwie dwóch. Dobrze jest je na bieżąco otrzepywać, ponieważ oczywiście się zapychają.

 

     Po oszlifowaniu całej pochwy i wyrównaniu nierówności powstaje jednolita matowa powierzchnia, przygotowana do wykończenia.

 

     Wypolerowanie pochwy na lustrzany połysk można łatwo osiągnąć za pomocą płynnej pasty polerskiej. Próbowałem past do naprawy porysowanych lakierów samochodowych oraz tworzyw sztucznych, takich jak gogle narciarskie porysowane przez śnieg czy reflektory samochodowe. Najlepiej sprawdziła mi się płynna pasta polerska do tworzyw sztucznych, którą można kupić za mniej niż 200 CZK i która wystarczy na wiele polerowań. Można również użyć płynnej pasty polerskiej do metali, z takim samym efektem i w tej samej cenie. Wszędzie czytałem, że szelaku nie można polerować. Że się spali. Że nie można go nawet szlifować na przykład krążkiem ściernym na szlifierce lub wiertarce, ponieważ szelak się rozpuści i natychmiast zapcha tarczę. Pomyślałem więc, że problemem są wysokie obroty i wynikająca z nich temperatura. Ręczne polerowanie szelaku przy użyciu starego bawełnianego prześcieradła i pasty do tworzyw sztucznych zajęło mi ostatecznie mniej czasu niż jego szlifowanie.

 

     Tutaj widać już wypolerowaną kurigatę. Pozostałą część sayi pozostawiłem matową dla uzyskania kontrastu.

 

     Wypolerowany jaspis.

 

     Wypolerowane koiguchi i kojiri.

 

     A na końcu cała saya.

 

 

Sageo

 

     Sageo o długości 2,5 m i szerokości 10 mm, pierwotnie w niemal białym kolorze, trzykrotnie barwiłem ciemnobrązową spirytusową farbą do skóry i zamszu, aż uzyskało wymagany przeze mnie odcień. Trzeba pamiętać, że sznur ściemnieje w wyniku dalszej obróbki. Dlatego pozostawiłem go nieco jaśniejszego niż gotowy i polakierowany oplot rękojeści. Ponownie przypominam o używaniu rękawic i barwieniu skóry najlepiej w jakimś pudełku.

 

     Początkowo używałem wyłącznie zabarwionego sageo, ale skóra źle się zaciskała i rwała. Trzeba było ją czymś natłuścić, dlatego zacząłem używać płynnego wosku pszczelego do pielęgnacji skóry. Ze względu na nasycenie skóry woskiem należy jednak pamiętać, że tak samo jak drewno ciemnieje podczas lakierowania, również skóra nasączona woskiem ściemnieje.

 

     Nakładam wosk na gąbkę, a następnie po prostu przeciągam przez nią sageo kilka razy, aż całe zostanie nasączone i stanie się elastyczne. Na powierzchni nie powinien pozostawać nadmiar wosku. Powinien być raczej wtarty w skórę, aby pozostawała miękka, śliska i elastyczna przynajmniej podczas wiązania sageo, a wosk nie zasechł zbyt szybko.

 

     Po dokładnym nawoskowaniu sageo możemy rozpocząć wiązanie. Najpierw przewlekamy sznur przez shitodome i kurigatę. W tym przypadku, gdy sageo ma łączenie, ustawiamy je skierowane do góry, aby po zapleceniu sznura było jak najmniej widoczne.

 

     Następnie krzyżujemy obie połowy sznura nad kurigatą.

 

     Zaczynamy z prawej strony i od dołu, przeciągając sznur pod sayą.

 

     Zagięty sznur przeciągamy pod pierwszym przełożeniem i tworzymy pętlę.

 

     Do pętli wkładamy jakiś przedmiot, aby oplot się nie rozplatał, i kontynuujemy, aż wykonamy 4 owinięcia.

 

     Koniec sznura zaginamy, a następnie stopniowo przeciągamy zagięty sznur przez poszczególne pętle, jednocześnie wyjmując umieszczony w nich przedmiot.

 

     Następnie postępujemy w taki sam sposób po drugiej stronie.

 

     Tylko zamiast jakiegoś przedmiotu wkładamy do poszczególnych pętli zagięty sznur.

 

     Po wykonaniu 4 owinięć po lewej stronie ponownie zaginamy koniec sznura i przeciągamy go przez wszystkie pętle na drugą stronę.

 

     Wiązanie sageo jest prawie gotowe. Teraz trzeba je już tylko zacisnąć.

 

     Zaciskanie wymaga cierpliwości, a każdy materiał oczywiście zachowuje się inaczej. Skóra jest pod tym względem najgorsza. Sprężynuje i luzuje się podczas dociągania.

     Postępujemy zwój po zwoju, kawałek po kawałku. Naciągamy i przytrzymujemy przed kolejnym dociągnięciem. Najpierw przyciągamy skórę od dołu, aby była napięta od kurigaty.

 

     Przytrzymujemy napięty sznur kciukiem drugiej ręki.

 

     Naciągamy od góry drugą ręką i zwalniamy kciuk.

 

     Przytrzymujemy kciukiem od góry (na fotografii nie jest to widoczne) i ponownie dociągamy. Po prostu naciągamy i przytrzymujemy kawałek po kawałku, aby sznur pozostawał maksymalnie napięty, aż dociągniemy go tak mocno, że nie będzie się już mógł poluzować.

 

     Po dociągnięciu sznurów po prawej stronie przeciągamy wystającą część skóry na drugą stronę, pociągając za pętlę po lewej.

 

     Jedną stronę mamy już gotową i w ten sam sposób kontynuujemy po drugiej stronie.

 

     Po zaciśnięciu poszczególnych owinięć skracamy jeszcze pętle po bokach, tak aby lewa pętla nie wystawała poza koiguchi i aby obie miały taką samą długość.

 

     Na końcu według nich skracamy również końce sznurów.

 

     Sageo wygląda tak, jak powinno, a saya jest już kompletna.

 

     Wszystkim zainteresowanym tym ostatnim artykułem z serii poświęconej budowie miecza Munenori bardzo dziękuję za zainteresowanie i uwagę, ponieważ zdaję sobie sprawę, że materiału było naprawdę dużo. Chciałem przedstawić wszystko możliwie najdokładniej, ponieważ podobnych instrukcji wykonywania tsukamaki lub wiązania sageo jest w internecie wiele, a z własnego doświadczenia wiem, że pomija się w nich kilka drobiazgów, niestety dość istotnych. Po prostu dlatego, że z czasem człowiek zaczyna uważać je za oczywiste i nie przypisuje im znaczenia. Mam więc nadzieję, że również niczego nie pominąłem. W każdym razie będę bardzo wdzięczny za Państwa opinie w komentarzach poniżej — i z pewnością nie tylko ja. Jeżeli będą mieli Państwo jakieś pytania, inni czytelnicy na pewno także chętnie przeczytają odpowiedzi na nie.

     Poniżej znajdą Państwo fotografie ukończonego miecza oraz jego parametry.

 

Życząc wielu sukcesów we własnej twórczości,

 

Eduard Valentík.

 

 

Munenori Tamahagane Katana Masamune

Nagasa: 72,6 cm

Tsuka: 29,9 cm

Motokassane: 8,6 mm

Sakikassane:  6 mm

Motohaba: 3,2 cm

Sakihaba: 2,4 cm

Kissaki: 3,7 cm (szlifowane oddzielnie)

Sori: 1,7 cm

Materiał nagasy: Tamahagane

Punkt wyważenia: 13,5 cm od tsuby

Gitae: Soshu

Materiał tsuki: skóra węża morskiego i lakierowana skóra bydlęca

Sageo: skóra cielęca

Tsuba: mosiądz

Fuchi:stabilizowana brzoza

Kashira: stabilizowana brzoza

Saya: dąb

Seppy: mosiądz

Koiguchi: stabilizowana brzoza

Kojiri: stabilizowana brzoza

Kurigata: stabilizowana brzoza

Masa: 1315 g

Akcesoria: Origami (certyfikat autentyczności), brokatowy pokrowiec na miecz (zob. fotografie)

Tameshigiri: tatami, zielony bambus, materiały alternatywne

 

 

Część 1 – Materiały wyjściowe

Część 2 – Dopasowanie poszczególnych części

Część 3 – Tsuka

 

 

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij go znajomym
Nie przegap nowości, promocji i rabatów!
Możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
2010–2026 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Vytvorené na Eshop-rychlo.skEshop-rychlo.sk