- Tagi bloga
- Strona główna
- BLOG
- Przeróbka miecza dla kolegi.
Przeróbka miecza dla kolegi.
Jakiś czas temu trprzyjaciela, a zarazem jednego z pierwszych klientów, w celu ponownej przeróbki. Pierwotnie była to Black Bamboo Katana, którą mamy w naszej ofercie do dziś.
Jak z pewnością sami zauważycie na fotografiach pierwszej przeróbki, na początku popełniałem wiele błędów, których dzisiaj trochę się wstydzę. Wierzę, że za jakiś czas podobnie będę się wstydził tego, w jaki sposób przerobiłem miecz obecnie, ale o tym ponownie dopiero za kilka lat.
Teraz postaram się możliwie najdokładniej opisać wszystkie niedociągnięcia, których się dopuściłem, a także sposoby ich usunięcia. Informacje te mogą przydać się osobom zainteresowanym samodzielną przeróbką lub zleceniem przeróbki mnie, aby wiedziały, z czym się to wiąże i czego mogą oczekiwać za swoje pieniądze.
Głównym niedociągnięciem był oplot rękojeści, czyli tsukamaki, który w tamtym czasie musiałem wykonać z okrągłego sznura, ponieważ nie miałem jeszcze do dyspozycji płaskiej taśmy, której zacząłem później używać do oplatania mieczy. Ponadto widać, że oplot nie został jeszcze wykonany prawidłowo. Poszczególne przełożenia nie były wykonywane naprzemiennie. Sznur z jednej strony zawsze przebiegał pod spodem, a drugi nad nim. Błąd ten popełniają zresztą do dziś niektórzy producenci mieczy w Chinach. Nierzadko taki oplot można zobaczyć również na mieczach przedstawianych na rynku jako nihonto, dzięki czemu można łatwo rozpoznać podróbkę — więcej informacji znajduje się tutaj.
Drugim, być może jeszcze poważniejszym problemem, było wystawanie fuchi i kashiry poza tsukamaki. W przypadku fuchi jest to bardzo wyraźne, a podczas trzymania miecza wystająca ponad oplot rękojeści krawędź metalu jest oczywiście dość nieprzyjemna.
W takim przypadku istnieją dwie możliwości. Można wymienić tsukę na nową, odpowiadającą parametrom nowego okucia lub nieco je przekraczającą, a następnie zeszlifować ją do wymaganego kształtu i rozmiarów. Można też powiększyć ją za pomocą masy szpachlowej. Ponieważ staram się niepotrzebnie nie podnosić ceny już i tak drogich mieczy, we wszystkich przeróbkach rozwiązuję ten problem poprzez dodanie dwuskładnikowej masy szpachlowej o dużej zawartości trocin drzewnych, która po utwardzeniu jest mocniejsza niż samo drewno. Taka modyfikacja nie ma więc żadnego negatywnego wpływu na funkcjonalność. Dzięki dopasowaniu parametrów tsuki do parametrów fuchi i kashiry funkcjonalność i praktyczność miecza wręcz się zwiększają, a koszt jest, jak to się mówi, groszowy. Tyle na temat wcześniejszych niedociągnięć. Przejdźmy zatem do samej realizacji drugiej przeróbki.
Przebieg prac
Przy drugiej przeróbce miałem, można powiedzieć, wolną rękę i praktycznie nieograniczony budżet. Chciałem zaskoczyć przyjaciela nowym wyglądem miecza, pamiętając przy tym, że jego ulubionym metalem jest miedź. Pomyślałem, że być może właśnie dlatego wcześniej wybrał czerwony oplot w połączeniu z sageo zawierającym czerwony kolor. Z drugiej strony chciałem zachować okucia z motywem, które kiedyś wybrał do tej głowni, a także określony styl wykonania, na przykład sposób wiązania sageo oraz połączenie czerni z innym kolorem.
Sageo
Postanowiłem więc najpierw zapleść sageo z połączenia czarnej skóry i skóry bejcowanej na kolor mahoniowy, który przypominał mi barwę jego ulubionego metalu. Do wykonania sageo zużyłem trzy pięciometrowe sznury ze skóry bydlęcej o szerokości 5 mm. Podobne sageo zaplatam w prosty sposób, jako tak zwany „warkocz z trzech pasm”, na przykład dla Munenori Daimjó Katany w konstrukcji San-mai gitae. Zaplecenie takiego sznura o długości około 2,6 m — jest on dość elastyczny, dlatego długość jest jedynie orientacyjna — zajmuje mi około 2,5 godziny. Zazwyczaj zaplatam go z niebarwionego, a więc miękkiego sznura, co jest znacznie prostsze i mniej obciąża dłonie. Tym razem wybrałem jednak trudniejszą drogę, aby uzyskać wymagane połączenie kolorów. Jeden sznur był więc czarny, a dwa pozostałe mahoniowe. Przed przywiązaniem sageo do sayi nasączyłem cały sznur woskiem do pielęgnacji skóry, używając gąbki do naczyń, podobnie jak opisałem to w jednym z artykułów z serii poświęconej budowie Munenori Katany Masamune — Jak powstaje miecz Munenori – saya (część 4 – zakończenie). Ponieważ jednak przy mieczach wykonuję rzeczy i stosuję materiały, których nie widziałem w użyciu nigdzie indziej, odkryłem, że takiego plecionego sznura nie można po prostu przeciągać przez gąbkę nasączoną woskiem, jak w przypadku prostego skórzanego sageo wykonanego z jednego paska skóry. Gąbka ściera się i kruszy, a jej fragmenty trudno później usunąć ze szczelin pomiędzy poszczególnymi sznurami tworzącymi sageo. Wosk trzeba więc kawałek po kawałku niejako wciskać z gąbki w skórę. Dzięki takiemu postępowaniu lepiej dociera on w głąb materiału oraz do poszczególnych zagięć skóry. Wosk nadaje skórze ciemniejszy odcień, poprawia jej elastyczność i ułatwia wiązanie sageo. Tak przygotowane sageo należy jednak zawiązać od razu, ponieważ po wyschnięciu wosku sznur staje się jakby lepki, przez co trudno go wiązać i dociągać.
Saya
Aby zwiększyć funkcjonalność pochwy, a jednocześnie zawrzeć w niej część zastosowanych kolorów oraz połączenie mahoniu z czernią, postanowiłem wykonać koiguchi, kojiri i kurigatę z brzozy fińskiej, bejcowanej na kolor mahoniowy. Następnie pokryłem sayę dwudziestoma warstwami błyszczącego, wodorozcieńczalnego poliuretanu do podłóg, wyrównałem powierzchnię gąbką ścierną o gradacji 400 i wypolerowałem ją za pomocą pasty do metali oraz preparatu do polerowania lakierów samochodowych. Na końcu pokryłem sayę woskiem karnauba, pozostawiłem go do lekkiego przeschnięcia, a następnie delikatnie usunąłem nadmiar papierowymi ręcznikami kuchennymi, uzyskując wymagany połysk.
Osoby, które czytały wspomniany wcześniej artykuł dotyczący wykonania sayi do Munenori Katany Masamune, zauważą, że zmieniłem rodzaj lakieru. Szelak jest oczywiście bardzo tradycyjny, naturalny i tak dalej, jednak nakładanie kilkudziesięciu warstw szelaku jest dla mnie niezwykle czasochłonne, a przez to również kosztowne dla klienta. Zarówno szelak, jak i lakiery rozcieńczane rozpuszczalnikami, nakładane w tak wielu warstwach, bardzo długo schną i dojrzewają. Szukałem więc mniej wymagającej alternatywy. Dzięki temu jestem w stanie wykonać takie lakierowanie nie w ciągu tygodni lub miesięcy, jak na początku, lecz w ciągu kilku dni. Jeżeli niczego nie zepsuję i nie muszę rozpoczynać wszystkiego od nowa, za pomocą tej metody mogę w ciągu dwóch dni uzyskać na drewnie bez wcześniejszego wykończenia błyszczącą, przezroczystą powłokę składającą się z 20–30 warstw. Wierzę, że jeżeli sami podejmiecie się czegoś podobnego, zaoszczędzi wam to naprawdę wiele pracy i rozczarowań związanych z innymi lakierami syntetycznymi. Trzeba jednak nakładać możliwie najcieńsze warstwy i bardzo dokładnie rozprowadzać lakier. Oczywiście nie jest to tak proste, jak mogłoby się wydawać na podstawie samego opisu. Przy bliższym przyjrzeniu się mojej pracy sami zauważylibyście, że również ja mam w tej dziedzinie jeszcze wiele do nauczenia się i udoskonalenia.
Tsuka
Jak wspomniałem już na początku, w pierwszych latach popełniłem wiele błędów, które staram się stopniowo usuwać. W tym przypadku chodziło nie tylko o nieprawidłowo wykonane tsukamaki, lecz także o nieodpowiedni kształt tsuki w stosunku do zastosowanych okuć, a dokładniej do użytych fuchi i kashiry.
Najpierw nałożyłem masę szpachlową na górną i dolną stronę tsuki przy fuchi i kashirze. Była to dwuskładnikowa masa o dużej zawartości mączki drzewnej. Najpierw należy wetrzeć jej niewielką ilość w zmatowioną i odtłuszczoną powierzchnię, a następnie nałożyć większą ilość, przekraczającą wymagany końcowy wymiar.
Gdy masa zaczęła twardnieć, ukształtowałem tsukę tarnikiem, uzyskując niemal wymagany kształt. Następnie pozostawiłem ją ponownie na kilka minut do utwardzenia i dopracowałem pilnikiem do ostatecznego kształtu.
Ponieważ przez lata skóra znajdująca się pod oplotem trochę wyschła i skróciła, wymieniłem ją na dłuższą. Następnie dwukrotnie pomalowałem ją czarnym, matowym lakierem wodorozcieńczalnym, a później nałożyłem dwie warstwy matowego, wodorozcieńczalnego poliuretanu do podłóg, którego używam również do końcowego lakierowania tsukamaki. Czarny lakier ma tendencję do ścierania się podczas wykonywania tsukamaki. Podwójna warstwa poliuretanu temu zapobiega, dzięki czemu czarny kolor skóry utrzymuje się przez cały czas oplatania rękojeści.
Jako ito wykorzystałem cztery okrągłe, sześciometrowe sznury ze skóry bydlęcej, ponownie bejcowane na kolor mahoniowy. Tym razem po ukończeniu tsukamaki nic już nie wystawało i wszystko wyglądało tak, jak powinno. Każdy, kto nieco lepiej zna się na wykonywaniu tsukamaki, wie, że oplot powinien zaczynać się i kończyć po stronie „omote”. Gdyby ktoś dokładnie to analizował, doszedłby oczywiście do wniosku, że nie wszystko wykonano zgodnie z zasadami. Chciałem jednak zachować możliwie najdłuższą tsukę, dlatego wybrałem zakończenie oplotu po stronie „ura”.
Na końcu oczywiście przelakierowałem tsukamaki. Najpierw odsunąłem na bok górne sznury na skrzyżowaniach, naniosłem lakier, następnie przesunąłem sznury z powrotem na środek i ponownie nałożyłem lakier w miejscach, w których jeszcze go nie było. Dzięki zabezpieczeniu tsukamaki lakierem powstaje praktycznie najmocniejszy i najtrwalszy oplot, jaki znam i wykonuję.
Habaki i seppy
Wykonanie całego habaki z miedzi byłoby już moim zdaniem przesadą. Nawet teraz nie jestem całkowicie pewien, czy z powodu masywnych sepp nie zastosowałem zbyt dużej ilości miedzi. Jeżeli nie, to i tak jestem bardzo blisko tej granicy. Zdecydowałem się więc na podwójne habaki, którego większa część została wykonana z mosiądzu, a mniejsza z miedzi.
Nowe habaki było znacznie krótsze od poprzedniego, dlatego ostatecznie krótsza była również tsuka. Zawsze istnieją dwie możliwości rozwiązania takiego problemu i z obu korzystam. Pierwszą jest ponowne przedłużenie tsuki za pomocą masy szpachlowej, a drugą zastosowanie szerszych podkładek seppa pod tsubą. Nie chodzi przy tym wyłącznie o samą długość tsuki, lecz o prawidłowe dopasowanie otworów w rękojeści do otworu w trzpieniu. W tym przypadku zdecydowałem się na masywne seppy. Każda z nich została sklejona z trzech standardowych sepp o grubości 1 mm, a następnie zeszlifowana na krawędziach i wypolerowana. Polerowanie metali nieżelaznych rozpoczynam od szlifowania na szlifierce tarczowej z krążkiem ściernym o gradacji 800, a następnie poleruję je pastą przeznaczoną do metali nieżelaznych, na przykład do mosiężnych instrumentów muzycznych. Pastę nakładam na filcową końcówkę zamocowaną w szlifierce prostej, a polerowany element mocuję w imadle z plastikowymi szczękami. Do klejenia używam przezroczystego kleju dwuskładnikowego, który nie zawsze idealnie łączy metal. Niestety w tym przypadku klejenie nie udało się całkowicie i w przyszłości będę musiał wymienić seppy. Jeżeli wszystko przebiegnie prawidłowo, na sklejonych seppach niemal nie da się zauważyć, że nie są wykonane z jednego kawałka metalu. Na to rozwiązanie wpadłem dopiero niedawno jako alternatywę dla przedłużania tsuki masą szpachlową. Sam jestem więc w tej dziedzinie swego rodzaju początkującym i będę musiał jeszcze dopracować tę metodę pracy, podobnie jak na przykład lakierowanie. Masywne, podwójne lub potrójne, wypolerowane seppy, mimo że są stosunkowo mało istotnym detalem miecza, nadają mu ostatecznie — przynajmniej z mojego punktu widzenia — znacznie bardziej efektowny, interesujący i oryginalny wygląd.
Nie minęło nawet kilka dni, a tym bardziej kilka lat, a już znalazłbym kilka elementów miecza, które wykonałbym nieco inaczej, a przede wszystkim lepiej. Człowiek uczy się przez całe życie — pracować z nowymi materiałami i narzędziami, zachowując, a najlepiej jeszcze zwiększając funkcjonalność miecza oraz poprawiając jego wygląd i atrakcyjność. Oczywiście także przy minimalnych kosztach, zarówno dla mnie, naszych klientów, jak i dla osoby, która postanowi samodzielnie zmodyfikować swój miecz. Właśnie dlatego piszę również te artykuły.
Eduard Valentík.

