- Tagi bloga
- Strona główna
- BLOG
- Co dzieje się z mieczem, zanim trafi do sprzedaży?
Co dzieje się z mieczem, zanim trafi do sprzedaży?
Co dzieje się z mieczem, zanim trafi do sprzedaży? To właśnie najbardziej odróżnia miecze sprzedawane w sklepach internetowych blades.cz, blades.sk, kesbaratok.hu, a od niedawna także mieczesamurajskie.pl, od mieczy oferowanych przez konkurencyjne sklepy internetowe. A właściwie od tych, które jedynie odsprzedają repliki mieczy samurajskich produkowane w Chinach. Oczywiście jest to również to, co odróżnia je od Nihonto, ewentualnie mieczy wytwarzanych tradycyjnymi metodami poza Japonią.
Chciałbym tutaj napisać, że oferowane przez nas miecze są pod względem wykonania bliższe japońskim oryginałom niż niezmodyfikowanym chińskim replikom, ale skłamałbym. Różnica jest prawdopodobnie równie ogromna w obie strony. Przynajmniej moim zdaniem jest to jednak całkowicie w porządku. Nigdy nie zamierzałem swoją pracą konkurować z japońskimi oryginałami ani z naszymi wytwórcami tworzącymi dzieła, które są od tych oryginałów praktycznie nie do odróżnienia. Niezmiernie cenię i podziwiam pracę panów Pavla Bolfa, Pavla Říháčka, braci Dachsów, Radovana Štofčíka, a wreszcie pionierów tego rzemiosła w Czechach i na Słowacji, panów Jaroslava Němca i Juraja Kubinca. Mam pełną świadomość, że moja praca i ich praca diametralnie się od siebie różnią.
Jeśli pominę wykonanie tsukamaki, z mojej strony są to najczęściej jedynie proste modyfikacje kształtu poszczególnych części koshirae, ewentualnie nakago, oraz ich dopasowanie za pomocą mas szpachlowych. Te proste modyfikacje często jednak zasadniczo zmieniają ich funkcjonalność w porównaniu z replikami pozostawionymi wyłącznie w podstawowym seryjnym wykonaniu bezpośrednio od dostawcy, a następnie bez dalszych modyfikacji odsprzedanymi klientowi końcowemu.
Chociaż wiele rzeczy dość szczegółowo opisałem już w przeszłości, na przykład w czteroczęściowym artykule o tym, Jak powstaje miecz Munenori, albo w artykule o tym, Jak odróżnić replikę miecza samurajskiego od japońskiego oryginału, informacje te były albo bardzo ogólne, albo dotyczyły tylko jednego konkretnego miecza. Tutaj chciałbym jednak szerzej opisać, jakie modyfikacje wykonuje się praktycznie przy każdym mieczu przed wprowadzeniem go do sprzedaży. Link do tego artykułu będzie częścią opisu każdego miecza w celu zapewnienia maksymalnej przejrzystości produkcji, aby każdy klient naprawdę dokładnie wiedział, co kupuje. Jeśli ostatecznie wybierze któryś z mieczy, powinien nawet po latach móc powiedzieć, że otrzymał dokładnie to, co wybrał i czego oczekiwał.
Habaki
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że habaki pierwotnie wykonywano z miedzi. Powodem było to, że miedziane habaki stanowiło dokładnie dopasowany pierścień na nakago. Przy zderzeniu głowni z celem dochodziło do odkształcenia i deformacji habaki, które działało jak swego rodzaju amortyzator. Habaki wykonane z twardego lub sprężystego materiału nie spełnia funkcji, dla której zostało pierwotnie stworzone. Tak samo nie spełnia jej habaki, które nie jest dokładnie dopasowane do danego nakago.
Podsumowując, habaki we współczesnych replikach mieczy samurajskich, odlane z mosiądzu jako element seryjny zakładany na nieseryjne nakago, służy właściwie wyłącznie do mocowania miecza w sayi.
Aby spełniało przynajmniej tę funkcję, trzeba usunąć luzy między nakago a habaki tak, aby habaki nie mogło poruszać się w górę, w dół ani na boki. Jeśli takiego luzu nie usunę, podczas późniejszego używania miecza habaki zaczyna poruszać się na nakago i miecz po prostu nie trzyma się w sayi, mimo że przyczyną nie jest na przykład zużycie koiguchi. Ponadto, jeśli habaki porusza się na nakago, oczywiste jest, że przy każdym użyciu będą poruszać się również tsuba, seppy i tsuka.
Pierwszą rzeczą, którą robię po rozebraniu każdego miecza, jest więc kontrola habaki i jego dopasowanie za pomocą masy szpachlowej z metalowym wypełniaczem tak, aby w przyszłości nie mogło poruszać się na nakago. Robię to po prostu w ten sposób, że po nałożeniu masy do wnętrza habaki nasuwam je na dane nakago. Dzięki temu wewnętrzny kształt habaki dokładnie odwzorowuje konkretne nakago konkretnej głowni. Na końcu poleruję habaki.
(Wady i sposób ich usunięcia przedstawiono na kilku mieczach)




Tsuba
W praktyce mogą tutaj wystąpić dwa istotne problemy. Pierwszy powstaje już podczas produkcji, gdy zbyt ciasna tsuba zostaje nabita na nakago bez wcześniejszego odpowiedniego powiększenia otworu przez usunięcie materiału. W efekcie na obwodzie otworu gardy powstają nierówności, które następnie trzeba usunąć. Jest to konieczne, aby nie powstawały niepotrzebne luzy między tsubą a seppami.
Nie zawsze udaje się to całkowicie. W przypadku niektórych gard jest to naprawdę problematyczne, ponieważ odlew fabryczny nie ma tak doskonałego kształtu jak garda wykonywana ręcznie. Dlatego często nie jest to nawet w pełni możliwe. Najpierw należałoby po prostu wyrównać tsubę jako całość. Na szczęście nie jest to luz jako taki, przez który później poruszałyby się inne części koshirae, jeśli są prawidłowo dopasowane.
Znacznie większy problem powstaje, gdy otwór na nakago jest zbyt duży. Ten luz, podobnie jak w przypadku habaki, trzeba usunąć. Dawniej wykonywano to przez naniesienie swego rodzaju napoiny z metalu kolorowego po stronach mune i ha. Takie naprawy można zresztą zobaczyć na fotografiach historycznych gard. Problemem, przynajmniej dla mnie, jest to, że luzy po bokach nadal pozostają.
Dlatego rozwiązuję to nieco inaczej, ponownie używając dwuskładnikowej masy szpachlowej z metalowym wypełniaczem. Po prostu powiększam otwór na nakago w środku gardy tak, aby masa mogła się w nim jak najlepiej zakotwić, a następnie po jej nałożeniu nasuwam tsubę na nakago. Dzięki temu otwór w gardzie, podobnie jak w przypadku habaki, dokładnie odwzorowuje kształt danego nakago.
Wadą tego rozwiązania w porównaniu z metalem jest kruchość masy szpachlowej. Ponieważ miecza nie da się rozebrać w sposób, jaki można zobaczyć na przykład na filmach instruktażowych poświęconych konserwacji japońskich mieczy, lecz trzeba użyć znacznej siły, miecz musi być rozbierany za pomocą odpowiedniego przyrządu. Tylko w ten sposób nie dojdzie do zerwania wypełnienia otworu na nakago w gardzie.

Seppy
W większości mieczy, a praktycznie we wszystkich mieczach sprzedawanych wyłącznie pod marką Munenori, stosuję podwójne seppy. Powód jest nie tylko wizualny, ale także praktyczny. Między habaki, seppami, tsubą, fuchi i tsuką często już fabrycznie występują luzy. Mogą one również powstać, gdy rozbieram miecz i dopasowuję poszczególne części albo modyfikuję ich kształt.
W rezultacie trzeba albo wydłużyć tsukę, albo czymś wypełnić powstałą szczelinę. Za prostsze i bardziej funkcjonalne uważam zastosowanie grubszych sepp, a następnie skrócenie tsuki do wymaganej długości tak, aby rękojeść można było zabezpieczyć na nakago za pomocą mekugi.
W praktyce robię to tak, aby otwory w rękojeści i nakago nie pokrywały się całkowicie, lecz miały niewielkie przesunięcie. Dzięki temu bambusowy kołek mekugi po wbiciu w tsukę stale dociska głownię do rękojeści. Oczywiście ktoś może zarzucić, że przez to kołek mekugi jest stale obciążony i może łatwiej się złamać. Rozwiązuję to dalej poprzez dopasowanie tsuki.




Tsuka
Jeśli chodzi o tsukę, również tutaj występują dwa podstawowe problemy dotyczące praktycznie każdego seryjnie produkowanego miecza. Seryjnie produkowane tsuki mają praktycznie takie same parametry: otwór na nakago tej samej wielkości oraz taki sam obwód, szerokość i grubość. Pierwszym problemem jest więc otwór na nakago, który nie odpowiada kształtowi danego nakago. Drugim jest kształt tsuki, który nie odpowiada parametrom fuchi i kashiry.
Najpierw zajmuję się zewnętrznym kształtem tsuki i najczęściej modyfikuję ją do kształtu rikko tak, aby po wykonaniu tsukamaki przejścia między krawędziami fuchi i kashiry a powierzchnią tsuki nie były zbyt wyraźne i aby poszczególne części płynnie łączyły się ze sobą kształtem. Oczywiście znacząco poprawia to chwyt, manipulację i kontrolę nad danym mieczem.
Dodatkowo eliminuje to także problem, który w niektórych mieczach może występować w związku z różnicą kształtu tsuki i okuć. Problemem tym jest fuchi, które wcześniej czy później, pod wpływem luzów powstających podczas używania miecza, zaczyna samoczynnie poruszać się na rękojeści. Jeśli nie na boki, to przynajmniej w górę i w dół.
Istnieją marki, takie jak na przykład Musashi Swords, w których otwór na nakago jest węższy niż nakago niektórych głowni, przez co często dochodzi do pękania rękojeści. Jeśli tsukamaki jest wykonane ciasno, przynajmniej z punktu widzenia bezpieczeństwa nie widziałbym w tym zasadniczego problemu. Głownie w takich rękojeściach trzymają się naprawdę mocno, rękojeść je ściska, dzięki czemu nie grozi ich samoczynne wysunięcie nawet podczas cięcia. Taka rękojeść wręcz zapobiega niepotrzebnemu obciążaniu mekugi.
Znacznie większy problem widzę w rękojeści, która ma wewnątrz luz. Niestety jest to problem większości replik mieczy samurajskich dostępnych na rynku i przez niemal dwie dekady, odkąd działam w tej branży, nikt nic z tym nie robi. Jedyne, co w tej kwestii zrobiono, to dodanie drugiego kołka mekugi, ponieważ większość oryginalnych mieczy samurajskich miała tylko jeden kołek mekugi. Zdarzały się wprawdzie wyjątki w postaci mieczy z dwoma mekugi, ale jeśli pominąć seryjnie produkowane miecze z okresu II wojny światowej, nigdy nie miało to na celu zastąpienia rękojeści idealnie dopasowanej do danego nakago.
W tym celu ponownie wypełniam wnętrze rękojeści masą szpachlową, tym razem jednak z wypełniaczem drewnianym. Po prostu nasuwam rękojeść na dane nakago, dzięki czemu także tym razem kształt danego nakago zostaje dokładnie odwzorowany we wnętrzu rękojeści. Po wstępnym związaniu masy rozbieram miecz i pozostawiam ją do pełnego utwardzenia.
Masa w rękojeści nieco zwiększa objętość, dlatego późniejsze składanie miecza jest dość problematyczne. Dzięki temu jednak w tak złożonym mieczu kilka sił przeciwdziała powstawaniu luzów, wysuwaniu się głowni i samoczynnemu luzowaniu się. Po pierwsze jest to, jak już wspomniałem, mekugi, które stale dociska nakago do rękojeści miecza. Znacznie ważniejsza jest jednak siła tarcia wewnętrznych ścian rękojeści, które dosłownie ściskają nakago. Ponadto dzięki temu, że w rękojeści nie ma żadnych luzów, na mekugi nie działa siła, która mogłaby doprowadzić do jego złamania.
Jak już wspominałem przy opisie modyfikacji dotyczących gardy, oferowane przeze mnie miecze są bardzo trudne do rozebrania. Dlatego nie zalecam ich rozbierania w warunkach domowych. Każdy klient chce, aby miecz można było łatwo rozebrać, a ten sam klient jednocześnie chce, aby na mieczu nie było luzów, aby żadne nie powstawały również podczas jego używania i aby miecz idealnie trzymał się w całości. Są to jednak wymagania wzajemnie się wykluczające.
Trzeba sobie uświadomić, że jeśli można łatwo wypchnąć lub wyciągnąć mekugi z rękojeści, a następnie rozebrać miecz, uderzając w przedramię ręki, w której się go trzyma, taki miecz ma mnóstwo luzów. Miecz samurajski był skonstruowany inaczej niż europejski. W europejskim mieczu z zanitowaną głowicą działało wzajemnie kilka sił, dzięki którym wszystkie części miecza tworzyły jedną sztywną całość.
Przy uderzeniu w gardę europejskiego miecza opór i siłę przeciwną tworzyło nie tylko to, że garda była idealnie osadzona na trzpieniu, ale przede wszystkim to, że garda, rękojeść i głowica tworzyły jedną sztywną całość. Garda naciskała na rękojeść, a głowica naciskała na nią z drugiej strony. Żadnych ruchomych elementów. Nie chodziło więc tylko o to, że wszystko było złożone bez luzów. Poszczególne części rękojeści i okuć stale wywierały na siebie wzajemny nacisk dzięki zanitowaniu.
Jeśli weźmiecie miecz samurajski, który da się rozebrać tak łatwo, jak przed chwilą opisałem, sami zastanówcie się, co stawia opór przed jego prostym rozebraniem po uderzeniu w gardę. Jeśli bowiem wyjmiecie mekugi, to właściwie nic.
Jeśli chodzi o tę modyfikację, pozwolę sobie stwierdzić, że przynajmniej pod tym względem moje miecze do praktycznego użycia są nie tylko bardziej funkcjonalne niż niezmodyfikowane chińskie repliki, ale także bardziej funkcjonalne niż japońskie oryginały.






Tsukamaki i wymiana sageo
Tutaj w praktyce powtórzę informacje z artykułu „Dlaczego warto kupować właśnie u nas”. Oryginalne ito i sageo są wymieniane na nowe. Nowy oplot rękojeści jest znacznie mocniejszy, wykonany z materiału bez pustego rdzenia, a więc także trwalszy. Użyte materiały są sprowadzane bezpośrednio z Japonii, chyba że w opisie danego produktu wyraźnie podano inaczej.
Mocny oplot oznacza nie tylko pewny chwyt miecza, ale, jak już wspomniałem, również utrzymuje samą tsukę w całości. Nawet jeśli rękojeść jest dobrze wykonana, nadal są to dwa kawałki drewna sklejone ze sobą. Powierzchnia, na którą nałożony jest klej i którą obie połówki są ze sobą połączone, nie jest duża. Podczas cięcia tsuka jest obciążana, a na tę powierzchnię działa duża siła. Tym większa, jeśli wewnętrzny kształt tsuki nie odwzorowuje danego nakago.
Tak czy inaczej jest tylko kwestią czasu, zanim tsuka się rozklei. Odpowiednio mocny oplot temu zapobiega i stale utrzymuje rękojeść w całości. Najmniejszy luz w rękojeści podczas używania miecza tworzy przestrzeń do powstawania kolejnych luzów, nie tylko w samej rękojeści. Niepotrzebnie obciąża to cały miecz i zwiększa ryzyko uszkodzenia głowni, zwłaszcza podczas bardziej wymagającego tameshigiri z użyciem bardziej odpornych materiałów.






Saya
Po wypolerowaniu habaki zazwyczaj trzeba dopasować również koiguchi, aby miecz w ogóle trzymał się w sayi. Robię to wyłącznie od strony ha. Wynika to z tego, że nawet jeśli wygładzę otwór, wszystkie habaki w moich mieczach są wypolerowane, a podczas wkładania miecza do pochwy lub późniejszego wyciągania go na ich powierzchni powstają rysy.
Koiguchi nie odwzorowuje więc kształtu całego habaki, lecz trzyma je jedynie po stronach mune i ha. Dzięki temu łatwiej też wykryć luz w sayi, przy którym głownia miecza po wsunięciu i późniejszym poruszaniu mieczem stuka o wewnętrzną stronę pochwy.
Podobnie jak rękojeści i inne części seryjnie produkowanych replik mieczy samurajskich, również pochwy są produkowane seryjnie. Ponieważ jednak każda głownia jest wykonywana ręcznie, a więc ma inne parametry, pochwy produkuje się z dość dużymi luzami, aby producent miał pewność, że w miarę możliwości będzie do nich pasować dowolna głownia. Z tego powodu powstaje opisany wyżej problem, kiedy podczas poruszania miecz wydaje nieprzyjemne stukające odgłosy, ponieważ głownia uderza o wewnętrzną stronę pochwy. Również tę wadę w naszych mieczach, o ile to możliwe, usuwamy przed wprowadzeniem ich do sprzedaży.
Ostatnią modyfikacją jest wyrównanie koiguchi tak, aby między koiguchi a seppą z żadnej strony nie było luzu. Często luz ten widać już przy zakupie miecza. Może jednak powstać również po dopasowaniu habaki, tsuby lub tsuki, które fabrycznie nie są prawidłowo osadzone. Gdy zostaną wyrównane i unieruchomione na głowni, po wsunięciu miecza do sayi może ujawnić się luz między przednią seppą a koiguchi. Koiguchi trzeba więc odpowiednio wyrównać, aby miecz siedział w sayi tak, jak powinien.



Oczywiście możliwe, że wszystkim prawdziwym wytwórcom mieczy samurajskich lub replik wykonywanych na podobnym poziomie włosy stają dęba z przerażenia, gdy widzą, w jaki sposób usuwam wady w oferowanych przez nas mieczach. Najlepszym rozwiązaniem byłoby oczywiście wykonanie wszystkich części od nowa, z właściwych materiałów i bezpośrednio pod konkretne głownie. To jednak znacząco odbiłoby się na ich cenie.
Jak już zaznaczyłem na początku, moim zamiarem nigdy nie było osiągnięcie poziomu Nihonto, ani pod względem ceny, ani jakości wykonania. Moim celem było, przy minimalnym wzroście kosztów, a tym samym końcowych cen oferowanych mieczy, poprawić jakość istniejących seryjnie produkowanych chińskich replik. Nic więcej, nic mniej. I sądzę, że do pewnego stopnia mi się to udało.
Oczywiście chciałem też robić te miecze po swojemu. Z użyciem nowoczesnych materiałów, bez względu na tradycję, ale jednocześnie tak, aby każdy wiedział, czym te miecze różnią się od innych, zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym znaczeniu. Ocena ta należy zresztą wyłącznie do klientów, którzy kupują dane miecze. Do nikogo innego.
Dziękuję więc za uwagę i zainteresowanie, jeśli dotarliście aż tutaj, i życzę udanych zakupów.
Eduard Valentík

